Czy nasi przodkowie żyli zdrowo?

Oetzi proszony do tablicy! Nikt nie opowie nam o tym lepiej niż on. A kim jest szanowny delikwent? Najlepiej zachowanymi szczątkami człowieka pierwotnego, które od czasu odkrycia w 1991 roku zrobiły z niego gwiazdę popularno-naukowej popkultury. Znaleziony w Alpach Oetzi – jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli – pozostał fit, bo został bardzo dobrze zakonserwowany przez górski lód, mimo że umarł około 5 000 lat temu.

Zresztą wyposażenie Oetziego wskazuje na to, że pasterzem to on był raczej przy okazji – cała teoria opiera się na analizie jego kości, która wykazała, że nieustannie wędrował. „Człowiek z lodu”, jak został nazwany przez nagłówki gazet, miał raczej myśliwski ekwipunek. Oprócz standardowego wyposażenia do przetrwania w górach, czyli gadżetów do rozpalania ogniska i ostrza w razie czego, miał też przy sobie sieć myśliwską, łuk i strzały. Musiał być nawet skutecznym myśliwym, bo jego ostatnim posiłkiem było mięso jelenia i kawałek chleba zrobiony przez niego i jego znajomych. No właśnie, ostatni posiłek. Jak więc umarł Oetzi?

W chwili śmierci miał 40 lat, czyli jak na tamte czasy dożył naprawdę sędziwego wieku, choć raczej nie tryskał zdrowiem – cierpiał na reumatyzm i choroby jelit. To jednak nie trudne warunki życia go zabiły, ale ludzie – a dokładnie strzała, która trafiła go w plecy. Nie mógł mieć oczywiście oczu dookoła głowy, ani współczesnej fotopułapki, z której dzisiaj mogą korzystać myśliwi, obserwując miejsca, w których obecnie się nie znajdują. Zresztą więcej o tym przeczytacie tutaj: http://legalna-bron.pl/myslistwo/fotopulapki/. W końcu hasał on po górach tysiące lat przed nami.

Alpy, choć teraz słyną z klimatycznych wioseczek, wtedy jak widać nie były zbyt przyjazne. Ale góry to góry – a jak sytuacja miała się w innym miejscu i innym czasie? Przenieśmy się do starożytnego Rzymu. Tam to były imprezy!

Przybyłem, zobaczyłem, zjadłem

Można by wysnuć ironiczne przypuszczenie, że Rzymianie w ciągu tygodnia balowali tak solidnie, że musiano wprowadzić specjalne ustawy, które ograniczały liczbę gości, a nasz Oetzi zapewne przez całe swoje życie nie widział tyle jedzenia na jednym stole, a może i nawet samego stołu.

Przeciętny Rzymian wypijał w ciągu roku 100 litrów wina. Inaczej było z piwem, które uważano za „napój barbarzyńców” – wszak pijali je Galowie i Germanowie. Chociaż sam Juliusz Cezar podobno tak sobie upodobał piwo, że próbował wprowadzić je na rzymskie salony. Woda w tamtych czasach była tak zanieczyszczona, że właściwie można było nią samą otruć cesarza…

Rzymianie imprezowali więc naprawdę ostro, ale jak wyglądało ich życie od kuchni na co dzień? Kuchnia śródziemnomorska w ogóle należy do jednych z najzdrowszych na świecie – jest bogata w owoce, zarówno roślin, jak i morza, oliwki, miód, sery czy w końcu mięso. Jedzenie było zresztą głównym zajęciem bogatych mieszczan – oprócz przesiadywania w termach. Czy w takim razie Rzymianie żyli długo i szczęśliwie? Okazuje się, że nie. Zaledwie czterdzieści procent ludzi dożywało 20 lat, a jedynie nieliczni (około dwadzieścia procent) miało okazję oglądać świat przez 40 lat. Rzymian wyniszczały wojny i kiepski stan medycyny, ale trzeba sobie powiedzieć wprost – starożytny Rzym był po prostu jedną wielką wylęgarnią bakterii. No i pomyśleć, że wspomniany wcześniej Oetzi w dzisiejszym średnim wieku śmigał jeszcze żwawo z łukiem po górach i dolinach.

Grube imprezy grubych szlachciców

Zajrzyjmy jeszcze do XVIII-wiecznej Polski i jej szlacheckich obyczajów. A tutaj uczty też nie były skromne! Pamiętacie fragment o sporych dawkach alkoholu wypijanych przez Rzymian? Polska szlachta nie miała wręcz umiaru – w czasie imprez były na przykład zabawy, które polegały na wypiciu całego naczynia wina w czasie trwania jednej piosenki, a jeśli zawodnik nie podołał, to dolewano mu to co udało mu się wypić i zaczynał od nowa. Ale prym na takich imprezach i tak wiodło jedzenie – im więcej, tym lepiej. Na pewnym weselu – pana młodego z Potockich i panny młodej z Lubomirskich przez kilka dni codziennie (!) zjadano 300 cielaków, 60 wołów i 11 000 kurcząt. Czemu mówię tyle o imprezach? Bo dla szlachty zawsze znalazła się okazja, żeby solidnie pobalować, szczególnie, że każdy chciał zabłysnąć w roli dobrego gospodarza.

Ale w końcu szlachta wstawała od stołu i udawała się do lasu. Tam mogli spalić kilka kilogramów w czasie polowania. A czym polowano? Oczywiście obecnie najpopularniejsza jest wiatrówka – bez pozwolenia i łatwa w obsłudze. Ale wiatrówki nie były wtedy zbyt popularne, właściwie dopiero się pojawiały, a do naszych czasów przetrwało tylko kilka egzemplarzy, które możemy oglądać w muzeach. Używano oczywiście broni palnej – tzw. akrebuza.

Szlachta jadła bardzo tłusto, jak to w polskiej kuchni. A ich statyczny tryb życia raczej nie byłby dzisiaj ceniony – bo dzisiaj, mamy okazję żyć naprawdę zdrowo. W końcu jesteś tym, co jesz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *